Był ciepły wieczór. W parku Anny Couchet jak zwykle roiło
się od dzieci, par oraz staruszków nieśpiesznie przechadzających się wąskimi
alejkami. Słońce chyliło się ku zachodowi, wiatr lekko poruszał liście wierzb.
Cicha oaza spokoju, dlatego Natasza wybrała to miejsce trzy lata temu za swoją
ucieczkę od świata. Siedziała jak zwykle na ławeczce naprzeciwko niewielkiej
fontanny, która obecnie była nieczynna. Jej postawa była idealnie prosta,
kręgosłup niczym drut nie odchylał się od pionu nawet na milimetr. Długie nogi
spoczywały na żwirze, skrzyżowane w kostkach. Tylko oczy zawsze żywe, bardzo
jasne, obserwowały co dzieje się wokół. Na udach dziewczyny spoczywał masywny
aparat marki Canon, który aż kłócił się z jej anorektycznym ciałem.
Natasza była pogrążona we własnych wspomnieniach.
Przeglądała uchwycone dzisiejszego wieczora kadry i zastanawiała się co
powiedziałby jej ojciec. Był i nadal jest dla niej mistrzem fotografii, do
którego zawsze może zwrócić się o rade, choć jego podeszły wiek nie pozwalał mu
być aktywnym fotografem. Natalie urodziła się jako trzecie dziecko w domu
Andrukowów, miała dwadzieścia lat starszego brata Aleksa, oraz osiemnaście lat
starszego Cyryla. Całe rodzeństwo łączy niezwykła więź porozumienia, mimo dużej
różnicy wieku. Czasem młodej Rosjance bardzo brakowało rodziców, braci, nawet
babushki, którą często odwiedzała w Moskwie. Jednak w Lakesitt postanowiła
ukończyć szkołę i nauczyć się samodzielności.
Spojrzała na zegarek, prezent od rodziców na dobre
rozpoczęcie 3 roku, wskazywał 18.00. Nieśpiesznie schowała aparat do torby,
posmarowała balsamem usta. Poczuła delikatne mrowienie, zioła które do niego
dodała miały zapewnić naturalny malinowy kolor. Czy osiągnął zamierzony efekt
sprawdzi w domu. Skierowała się w stronę szkoły, za którą znajdowały się
apartamenty mieszkalne. Po kilku minutach żwawego marszu dotarła do swojej
klatki schodowej. Otworzyła zamek drzwi numer 16 i lekkim krokiem weszła do
środka. Położyła torbę na blacie stołu kuchennego i podeszła do butelki z wodą.
Nalała sobie połowę wysokiej szklanki, a dla smaku wrzuciła zasuszony
kwiatostan lipy. Usłyszała brzęczenie telefonu w torbie. Nowa wiadomość, której
się całkowicie nie spodziewała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz