sobota, 4 sierpnia 2012

Przeszłość, teraźniejszość.


   Był ciepły wieczór. W parku Anny Couchet jak zwykle roiło się od dzieci, par oraz staruszków nieśpiesznie przechadzających się wąskimi alejkami. Słońce chyliło się ku zachodowi, wiatr lekko poruszał liście wierzb. Cicha oaza spokoju, dlatego Natasza wybrała to miejsce trzy lata temu za swoją ucieczkę od świata. Siedziała jak zwykle na ławeczce naprzeciwko niewielkiej fontanny, która obecnie była nieczynna. Jej postawa była idealnie prosta, kręgosłup niczym drut nie odchylał się od pionu nawet na milimetr. Długie nogi spoczywały na żwirze, skrzyżowane w kostkach. Tylko oczy zawsze żywe, bardzo jasne, obserwowały co dzieje się wokół. Na udach dziewczyny spoczywał masywny aparat marki Canon, który aż kłócił się z jej anorektycznym ciałem.
   Natasza była pogrążona we własnych wspomnieniach. Przeglądała uchwycone dzisiejszego wieczora kadry i zastanawiała się co powiedziałby jej ojciec. Był i nadal jest dla niej mistrzem fotografii, do którego zawsze może zwrócić się o rade, choć jego podeszły wiek nie pozwalał mu być aktywnym fotografem. Natalie urodziła się jako trzecie dziecko w domu Andrukowów, miała dwadzieścia lat starszego brata Aleksa, oraz osiemnaście lat starszego Cyryla. Całe rodzeństwo łączy niezwykła więź porozumienia, mimo dużej różnicy wieku. Czasem młodej Rosjance bardzo brakowało rodziców, braci, nawet babushki, którą często odwiedzała w Moskwie. Jednak w Lakesitt postanowiła ukończyć szkołę i nauczyć się samodzielności.
   Spojrzała na zegarek, prezent od rodziców na dobre rozpoczęcie 3 roku, wskazywał 18.00. Nieśpiesznie schowała aparat do torby, posmarowała balsamem usta. Poczuła delikatne mrowienie, zioła które do niego dodała miały zapewnić naturalny malinowy kolor. Czy osiągnął zamierzony efekt sprawdzi w domu. Skierowała się w stronę szkoły, za którą znajdowały się apartamenty mieszkalne. Po kilku minutach żwawego marszu dotarła do swojej klatki schodowej. Otworzyła zamek drzwi numer 16 i lekkim krokiem weszła do środka. Położyła torbę na blacie stołu kuchennego i podeszła do butelki z wodą. Nalała sobie połowę wysokiej szklanki, a dla smaku wrzuciła zasuszony kwiatostan lipy. Usłyszała brzęczenie telefonu w torbie. Nowa wiadomość, której się całkowicie nie spodziewała. 


                                                                                                                                         -Natasza-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz