sobota, 11 sierpnia 2012

Notka 2 [Drugie oblicze]

    Dziś był niezwykły dzień, to co dziś opiszę na zawsze zmieniło moje życie. W jednej chwili zrozumiałem jaka jest różnica pomiędzy mną, a zwykłym człowiekiem. Wszystko wydarzyło się w nocy, lecz wpływ miał całodobowy i obawiam się, że to nie koniec, gdyż tego nie pozbędę się jak tłuszczu czy zmarszczek.
    Wracając do nocy, kiedy spałem przyśniła mnie ta kobieta. Mimo późnej pory pamiętam ten sen jak by się przyśnił mi przed chwilą. Była to scena jak z filmu, otóż stałem przed nią w spodenkach, bez bluzy, bez T-Shirt'u, bez skarpet i butów. Czułem się jak bym był w niebie i rozmawiał z Bogiem. Kobieta miała dokładnie te same znamię co ja, pięcioramienna gwiazda. Widziałem, ponieważ była ubrana w coś przypominającego gorset. Wskazała na mój symbol jak by kazała, abym powtarzał jej ruchy, położyła dłoń na gwieździe, przytrzymała dłuższą chwile i ukazała ją. Symbol stał się jasny, jasny jak żarówka czy słońce, lecz nie emitował światła. Wpatrzony byłem w ten spektakl, aż miałem chęć zrobienia tego samego, wręcz coś zmuszało mnie do tego. Położyłem dłoń na znaku i zamknąłem oczy, zaczęło lekko kręcić mi się w głowie, a symbol zaczął piec tak, jak stempel do znakowania bydła.
To tyle co pamiętam ze snu, gdyż obudził mnie dźwięk budzika. Zaropiałymi oczami zerknąłem na zegarek i krzyknąłem:
- O w mordę, już siódma!
Nie krępowałem się krzyknąć, bo w końcu byłem sam w pokoju. W pośpiechu zarzuciłem na siebie byle jakie ubrania, umyłem się i zbiegłem na dół na śniadanie. Pocieszyło mnie to, że nie tylko ja jestem śpioch, więc jak gdyby nigdy nic usiadłem tam, gdzie było wolne miejsce przy stole, zrobiłem kilka kanapek i oczywista oczywistość, zjadłem. Kilka łyków herbaty i mogłem wracać do pokoju po plecak, a następnie do szkoły, do której nie miałem daleko, więc przyszedłem przed czasem. Korytarz pełny, 10 min. do codziennych katuszy, jedyne co mnie pociesza, to myśl, że za dwa lata koniec edukacji. Na dzwonek nie trzeba było czekać, dziwny paradoks, przerwa trwa tyle ile minuta, a lekcja wieczność. Wszyscy weszli do sali i tutaj się zatrzymam, ani słowa słowa co się działo w klasie, bowiem lekcja historii to okropność. Po niej nabrałem niechęci do całego dnia, uciekłem z lekcji do parku, do oazy spokoju i mego azylu, nie tylko mojego, lecz tu chwilę się zastanowiłem. Co robić przez resztę dnia? Co oznaczają moje sny? Czy postać w nich ma coś wspólnego ze mną? Jest tyle pytań bez odpowiedzi. Postanowiłem wrócić do internatu, zamknąć się w pokoju i pograć na gitarze. Jak postanowiłem tak zrobiłem, niestety moje opuszki zaczęły poddawać się po godzinie. Zrobiło mi się gorąco, pozbyłem się koszuli i T-Shirt'u, odłożyłem instrument i podszedłem do lustra. Spojrzałem sobie głęboko w oczy, następnie na znamię. Nadeszła mnie myśl, by zrobić to co w śnie. Na początku sprawdziłem czy drzwi są zamknięte, by nikt nieproszony nie wszedł  do pokoju, następnie udałem się na środek pomieszczenia, wziąłem głęboki oddech, zamknąłem oczy i dotknąłem mojej gwiazdy. Wszystko działo się jak w śnie, symbol zaczął piec, a w głowie  miałem karuzele. Symbol nie do zniesienia palił żywym ogniem i poczułem, że wszystko dookoła mnie zaczęło wirowa, przyklęknąłem, gdyż nie mogłem wytrzymać tego. Nagle wszystko ustało i nastał dziwny, euforyczny stan. Nie wiedziałem co się dzieje, symbol stał się jasny, ja poczułem przypływ siły, wstałem i wtedy poczułem, że coś jest nie tak, coś na plecach. Miałem skrzydła! Rozciągające się skrzydła! Nie mogłem w to uwierzyć, a w głowie usłyszałem głos kobiety:
- Witaj
- Kim jesteś? Zapytałem, oczekując odpowiedzi.
- Dowiesz się w swoim czasie - Kobieta tajemniczo odpowiedziała.
- Kim jestem?
- Jesteś wybranym, znanym z gatunku, jako Skrzydlaty.
- Jakim Skrzydlatym? Wybranym do czego?
Głos umilkł, nie chciałem być dalej Skrzydlatym, nie wiedziałem tylko, jak wrócić do ciała człowieka. Sfrustrowany myślą, że mi tak zostanie, zamknąłem oczy i dotknąłem gwiazdy. Zapiekło, tylko zapiekło. Otworzyłem oczy i było po wszystkim. Chwila zadumania. A wiec jestem dziwadłem, wyrzutkiem społeczeństwa. Myślałem, że wiem o sobie wszystko, myliłem się. Czy jako Skrzydlaty mogę latać? Czy mam nadprzyrodzone zdolności jak superbohater? Nasuwało mi się tysiące pytań. Bałem się odpowiedzi na nie, lecz czy zdradzi je ta kobieta? Rodziły się kolejne pytania bez odpowiedzi. Poszedłem spać, chciałem ją ujrzeć, nie udało mi się. Przespałem obiad. Było po 18. Miałem się zabrać do clubu, napije się, zapomnę o wszystkim. Przed 19 byłem na miejscu. Wszedłem, rozejrzałem się, muzyka w tle tworzyła nastrój. A więc wszystkie opinie były prawdziwe. Świetne miejsce. Podszedłem do baru, usiadłem i poprosiłem krwawą Marry, mój ulubiony drink. Młoda barmanka... Jej twarz... Wydawała mi się znajoma... Tak, znam ją! Chodzimy razem do szkoły, pomyślałem. Na plakietce było imię Evelyn. Poprosiłem drugiego drinka i próbowałem zagadać, lecz dziewczyna skutecznie mnie spławiła. Zamówiłem trzeciego drinka, wypiłem, zapłaciłem i powróciłem do internatu po godzinie 22. Mimo iż byłem lekko wstawiony chciałem się dowiedzieć czegoś na temat mojego drugiego oblicza, ale sieć zawiodła. Pozostaje mi tylko nadzieja na odpowiedź na me pytania w mych snach.
    Podsumowując. Ten dzień zapamiętam do końca życia. Nikt w to by nie uwierzył, w to, że jestem postacią rodem z filmów Sci-Fi. Myślę że moje życie dopiero się zaczyna...
                                                                                                                              Michael

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz